PiS nie zawaha się wyprowadzić Polski z Unii Europejskiej – musimy być tego w pełni świadomi

Możemy łudzić się, że dla PIS-u istnieją granice, które można określić jako rozsądek i racjonalizm. Ale to oszukiwanie samego siebie. W przeciągu kilku miesięcy rząd PIS-u udowodnił, że sprawy międzynarodowe traktuje w taki sam sposób jak sprawy krajowe. Czyli dziel i rządź. A raczej rządź i podporządkowuj. Z tym, że w polityce zagranicznej spraw nie da się kontrolować tak łatwo jak w polityce krajowej, gdzie zawsze można kogoś zwolnić, wymienić, a odpowiednie stanowiska obsadzić swoimi.

W sprawach wewnętrznych można stworzyć propagandowy przekaz medialny, który wykreuje „dobrą zmianę”, lecz na forum europejskim Polska z tygodnia na tydzień traci jakiekolwiek znaczenie, a poszczególni politycy europejscy otwarcie mówią o „kryzysie standardów europejskich w Polsce”. PIS nie rozumie, że polityka żelaznej pięści jest kontrproduktywna w dyplomacji, bowiem to przestrzeń kompromisu, dyskusji i poszukiwania wspólnych rozwiązań. A tego partia rządząca nie potrafi i nie chce.



Jaki będzie zatem rozwój wypadków?

Urzędnicy europejscy nie ugną się pod dyktatem PIS i w sposób bezwzględny acz zasadny będą krytykować nasz kraj. Może zostanie wszczęta procedura wynikająca z art. 7 TUE, choć wątpliwe jest czy znajdzie zrozumienia pośród wszystkich państw UE. Jeśli nawet do tego nie dojdzie, to z biegiem czasu będą nas dotykać inne sankcje wynikające z różnych zobowiązań międzynarodowych podjętych przez nasz kraj przez ostatnie 25 lat.

A wtenczas PIS bezceremonialnie podejmie propagandę antyeuropejską w naszym kraju. Ogłosi, że zaistniał spisek międzynarodowy „pewnych” środowisk przeciwko „dobrej zmianie”. Że jest to próba ograniczenia naszej suwerenności. Że jest to zemsta korporacji i finansjery międzynarodowej za to, że odebrano im możliwość eksploatowania naszego kraju.

Na dzień dzisiejszy Jarosław Kaczyński najwyraźniej nie podjął jeszcze decyzji w kontekście takiego kierunku swojej polityki. Nadal szuka możliwości polepszenie wizerunku swojego rządu zagranicą. Jednak już dostrzega, że to sprawa z gruntu przegrana. Najprawdopodobniej czeka na ważne wydarzenie jakim będzie szczyt NATO w Warszawie, bowiem ma to kluczowe znaczenie dla naszego bezpieczeństwa. A postawa otwarcie antyeuropejska w sposób oczywisty mogłaby pogrzebać nadzieje PIS-u na strategicznie ważne decyzje względem rozmieszczenia wojsk sojuszu na terenie naszego kraju. Co będzie jednak jeśli Sojusz tylko częściowo lub w ograniczonej formie spełni oczekiwania polskiego rządu?

Spirala propagandy antyeuropejskiej się nasili. Z pewnością polityka będzie prowadzona w iście orbanowskim stylu. A tego rodzaju spirala propagandowa będzie niczym innym niż przygotowaniem podbudowy ideologicznej pod referendum na temat wystąpienia Polski z Unii Europejskiej. Jednak Kaczyński będzie w pierwszym okresie jedynie szafował Europę ta możliwością. Wzorcem może być tutaj Wielka Brytania, której premier David Cameron obiecał społeczeństwu referendum w tej sprawie, a następnie podjął polityczne negocjacje ze wspólnotą. Z tym, że Wielka Brytania jest 6 największą gospodarką na świecie, a brexit mógłby być nawet bardziej kosztowny dla UE niż samej Wielkiej Brytanii. Polska takiego potencjału nie ma i wątpliwym jest aby wspólnota byłaby zainteresowana ustępstwami wobec naszego kraju. Najprawdopodobniej więc będzie dokonywała się swoista próba sił, w której Jarosław Kaczyński będzie straszył Europę wyjściem ze struktur, jednak dopóki będzie można czerpać „zyski” dla Polski z członkostwa we wspólnocie, nie zdecyduje się na jej opuszczenie.

Jednak w całej tej układance może pojawić element, którą tą strukturę układu sił zaburzy. Procesy legislacyjne rządu PIS-u mogą zacząć jawnie łamać przepisy unijne, a wtenczas Komisja Europejska będzie zobowiązana do podjęcia działań przewidzianych traktatowo. Już dziś przecież wiele wskazuje, że nowa ustawa PIS o gruntach rolnych narusza przepisy unijne, co może zaowocować cofnięciem dotacji dla polskich rolników. Tego rodzaju legislacyjnych bubli z pewnością pojawi się więcej i w perspektywie nasz kraj może tracić coraz więcej europejskich funduszy. PIS z pewnością nie zmieni swej polityki, nie dostosuje się do prawa europejskiego, lecz będzie wszem i wobec utrwalał kolejną opowieść o niesprawiedliwości i nagonce europejskiej wobec Polski. Co będzie jednak w przypadku, gdy politycy PIS-u podrzucą Jarosławowi Kaczyńskiego wyliczenia, z których będzie wynikało, że Polska wpłaca do wspólnoty znacznie więcej niż z niej zyskuje w formie dotacji i funduszy strukturalnych? Jarosław Kaczyński nie zawaha się aby wszcząć działania mające na celu wyjście Polski z Unii Europejskiej, bowiem taka Unia: krytyczna wobec jego rządów i nie przynosząca żadnych finansowych profitów nie jest Kaczyńskiemu potrzebna.

Nie będzie miało znaczenia, że za granicą pozostają polscy obywateli, a na samych wyspach pracuje ponad 1 mln Polaków. Nie będzie miało znaczenia, że polskie firmy dobrze sobie radzą na rynkach europejskich i nasze członkostwu w EU otworzyło przed nimi nowe możliwości eksportowe. Nie będzie miało znaczenia, że nasz kraj w wielu przestrzeniach czerpie profity technologiczne i intelektualne ze współpracy z zachodem.

Jarosław Kaczyński ogłosi referendum o wyjściu Polski ze struktur unijnych. Z tym, że w odróżnieniu od Wielkiej Brytanii wynik polskiego referendum będzie z góry przesądzony. Gdyż wtenczas będziemy już żyli w Polsce, w której nie będzie ważne jak ludzie głosują, lecz jedynie kto liczy głosy…
Trwa ładowanie komentarzy...